sobota, 4 lutego 2012

Cały dzień w rozpaczy...



Cześć!
Sorry, ale doła mam. Nie, u mnie wszystko okej, ale u innych nie...
Miałam co prawda napisać o kucu szetlandzkim, ale chciałabym komuś innemu ten post poświęcić. Nie urazicie się, co?
Na pewno słyszeliście głośną historię porwania Madzi. Jak się wczoraj okazało, to nie było porwanie. Jak się rano okazało, to była straszna pomyłka matki lub działanie z premedytacją.
Jedno jest pewne - półroczna Madzia nie żyje. Nie wiem jakim trzeba być człowiekiem. Za śliski kocyk - bzdura! Wyślizgnięcie się maleństwa - bzdura! Kłamstwa! Nie uwierzę w to, póki policja nie przebada jej wariografem!
To straszne, mną to bardzo wstrząsneło. Mogłaby żyć. Mogłaby się bawić. Mogłaby... jeździć konno?
Tak, mogłaby... Ale jest za późno ;(


Dobrze, koniec. W następnym poście mini niespodzianka, ale to jutro z rana lub trochę później...
Mi jest smutno, choć to nie moje dziecko, ale przeżywam to - była taka uśmiechnięta!

Papu :*

Ja też kocham konie fiordzkie <3

2 komentarze: